Walka z cellulitem - peeling kawowy


Cellulit to zmora wielu kobiet. Jak z nim walczyć? Oczywiście ważna jest odpowiednia dieta (zero fastfoodów i przetworzonego jedzenia), prawidłowa masa ciała (mały procent tkanki tłuszczowej), ćwiczenia budujące mięśnie, balsamy oraz peelingi. Tu z pomocą przyjdzie nam domowy peeling kawowy.

Ale co to jest ten nieszczęsny cellulit?

Cellulit to nieprawidłowe rozmieszczenie tkanki tłuszczowej pod tkanką podskórną. Jest nie tylko nie estetyczny, ale również szkodliwy, ponieważ upośledza krążenie krwi i limfy w miejscu występowania. Najczęściej występuje w miejscach gdzie zbiera się najwięcej tłuszczu tj. brzuch, uda, pośladki czy ramiona. Z doświadczenia wiem, że walka z cellulitem nie jest łatwa i trzeba z nim walczyć na wielu płaszczyznach. Małym pocieszeniem może być fakt, że zmaga się z nim większość kobiet :) U niektórych jest mniej widoczny, czasem tylko po ściśnięciu skóry, jednak często jest widoczny "gołym okiem".

Cellulit czyli tzw. skórka pomarańczowa to mój spory problem. Zawsze mnie to prześladowało, a po schudnięciu w pewnym momencie to już w ogóle zrobił się widoczny. Wiem, że zwiększenie masy mięśniowej i dalsza redukcja tłuszczu pomogą mi w walce, dlatego też ćwiczę siłowo. Muszę przyznać, że od kiedy ćwiczę jest już mniej widoczna, ale nadal zauważalna. Próbowałam kilku kremów, ale nie ma co się oszukiwać, że samo wklepywanie mazideł coś pomoże. Efekty po takim wklepywaniu (trzeba to robić 2 razy dziennie, codziennie) są, ale ta zmiana nie utrzymuje się długo.



Trzeba też bardziej intensywnie walczyć od zewnątrz

Szukałam wsparcia w postaci peelingu i tak trafiłam na peeling kawowy. Wydał się świetny, tani (w pracy mam ekspres, więc mogę częstować się fusami), super pachnący (uwielbiam zapach kawy) i zgodnie z opiniami bardzo skuteczny. A więc przystąpiłam do stworzenia swojego domowego peelingu. Przy pierwszej produkcji poczęstowałam się fusami z firmowego ekspresu i ruszyłam do walki z cellulitem :) Świetnie też nadają się fusy z kawiarki (w domu możemy je zmielić wedle uznania, mocno albo lżej). Tego samego dnia zaraz po ćwiczeniach, poszłam się kąpać i skorzystałam z nowego peelingu. Do fusów dodałam żel pod prysznic (zapachem najlepiej komponuje się dla mnie z kokosem :) mmm pysznie pachnie), aby mazidło z fusów łatwiej rozsmarowywało się po ciele. Pewnie po kilku razach same znajdziecie swój ulubiony dodatek do tego peelingu oraz odpowiednią konsystencję.


Jak używać?

Nakładam na brzuch, uda i pośladki bo tam u mnie występuje to paskudztwo i masuję ok 5 minut (zgodnie z kierunkiem przepływu limfy, w kierunku serca, czyli w górę :)). Najlepsze efekty możemy osiągnąć jeśli trochę posiedzimy z tym mazidłem na ciele, może to być mała niedogodność ;p ale czego się nie robi dla pięknego ciała :) Ja mam wannę więc nie jest to dla mnie większy problem :) Siedzę i relaksuje się po ćwiczeniach. Po ok 10 minutach (możemy siedzieć dłużej) spłukujemy ciało. Z tego zabiegu najlepiej korzystać 2-3 razy w tygodniu. Fusy najlepiej przechowywać w lodówce. Peeling trochę brudzi ciało i wszystko wokół więc trzeba troszkę uważać :) Skóra po tym zabiegu jest bardzo delikatna i lekko napięta. Można dodać trochę cynamonu, ma właściwości rozgrzewające i też pięknie pachnie oraz zagęszcza peeling co pozwala mu lepiej utrzymać się na ciele. Po zabiegu warto się ładnie nakremować, bo balsam się lepiej się wtedy wchłania.





4 komentarze: