Znowu od jutra? - Dlaczego nie od dzisiaj?



Zastanawiam się dlaczego tak łatwo jest nam powiedzieć "od jutra". Jakby te magiczne słowa zmywały z Nas poczucie winy, że czegoś nie robimy dzisiaj.

Jutro to taki seksi dzień. Co mamy w sobie takiego, że tak łatwo przychodzi nam powiedzieć "od jutra". Wiecznie tylko jutro, jutro. Ile razy mówimy od jutra?


"No dobra dzisiaj mi się nie chce, ale przecież zacznę od jutra. Jutro to zrobię. Po co dzisiaj, teraz już mi się nie chcę. Nie jestem gotowy, ale jutro. Tak, jutro jest idealny dzień".

Dlaczego tak jest? Naprawdę myślimy, że jutro już obudzimy się pełni sił na ćwiczenia, bez apetytu na słodkie przekąski czy chipsy? Co jest w jutrze takiego, że jutro się uda? Że niby jutro będzie Nam się bardziej chciało, będziemy mieli wenę, a może wstąpią w Nas magiczne siły?
Nie. Nic takiego się nie stanie!! Jutro będziemy tak samo zmęczeni, z takim samym apetytem i niemocą. I co, znowu powiemy od jutra?

Nie oszukujmy siebie wizją jutra. Jutra jako genialnego dnia, który wszystko zmieni, zmieni Nas i nasze życie. Jutro to dzień jak każdy inny, taki sam jak dzisiaj, jak ta chwila. Dlaczego nie zacząć właśnie teraz? Wtedy jutro już będziemy w drugim dniu naszych zmagań. Będziemy mogli się pochwalić, wczoraj to zrobiłam, od wczoraj walczę :)

Mnie też to spotyka, nie jestem w tym lepsza :) Też czasem mówię, nie dzisiaj, jutro! Tak jutro to zrobię. I później kiedy zasypiam i wspominam miniony dzień, jestem zwyczajnie na siebie zła. Zła, że moje wymówki okazały się silniejsze i znowu powiedziałam "jutro". Staram się jak mogę, aby takich chwil "od jutra" było jak najmniej. Nie mam sprawdzonego sposobu, aby nie było "od jutra", jednak mam parę sposobów, aby było od dzisiaj :)

1. Od jutra zacznę ćwiczyć.

Kiedy czuję niemoc (czasem naprawdę nie można ćwiczyć np. choroba, nagła sytuacja), chcę usiąść i powiedzieć "od jutra". Chcę niby, ale nie chce mi się ćwiczyć, to zaglądam do szafy i zakładam swoją najładniejszą sukienkę, szpilki i wychodzę przed lustro :) Gdy tak na siebie spojrzę i poczuję, że mogę o siebie zawalczyć, aby czuć się super w swoim ciele. Szybko się przebieram i lecę ćwiczyć :)

Kolejnym sposobem jest przebranie się w ciuchy sportowe i nagle okazuje się, że najtrudniej tak naprawdę było wstać z fotela. Jak już jestem w ciuchach to poćwiczę, czemu nie :)
Czasem też, jak już jestem w tym sportowych stroju, ale nadal coś mi się nie chcę. Mówię sobie, dobra może dzisiaj nie mój dzień, ale poćwiczę chociaż z 15 minut. No 15 minut to chyba dam radę :) Jak już zacznę to leci i robi się cały trening :)
Czasami też, aby się zmotywować, przeglądam sobie filmiki z ćwiczeniami albo zdjęcia moich ulubionych fitkobiet :) Jak się tak napatrzę to chcę wyglądać jak one i walczyć o siebie. Wstaję i ćwiczę.

2. Od jutra przejdę na dietę.

No dobra, z tym jest najtrudniej. Bo ćwiczenia to jeszcze spoko, ale z dietą mam chyba największy problem. W moim przypadku nie może być od jutra. Bo zawsze coś się znajdzie, jakaś impreza czy wyjście.
Zawsze jak zostanie jakaś resztka jedzenia, czy to po świętach, urodzinach, imprezie. Mam to szczęście, że mój mąż często zje to co zostało, aby mnie nie kusiło :) Kiedy jednak ilość i jego pokona, to staram się wydać :) Nauczyłam się nie robić stosów jedzenia i nie przyjmować miliona porcji od rodziców :) W domu, aby mnie nie kusiło nie mam śmieciowego jedzenia (po prostu go nie jemy), nie chowam zapasów. Staram się robić zakupy na bieżąco. Oczywiście czasem jest różnie i mnie dopadnie grzech większy, niż planowałam (czasem pozwalam sobie szaleństwo, aby nie zwariować) wtedy od razu kiedy się zorientuję, że oooo przeholowałam, odkładam jedzenie, natychmiast :) Nie "od jutra, tylko jeszcze dokończę ten kubeczek lodów". Nie, nie, nie :)
 
Jakie są Wasze sposoby, aby pożegnać lenia i nie zaczynać od jutra?

0 komentarze:

Prześlij komentarz